Jest 17 i jesteśmy jakiś 15 km przed czeską granicą. Po fatalnym poranku udało się odzyskać lepszą formę. Pogoda nie rozpieszcza. Pierwszy stop i jesteśmy pod Regensburgiem, jeszcze trzy i w Cham. Jeden z życzliwych kierowców dawał nam po 20 DM kieszonkowego. Uznaliśmy jednak, że zrobił dla nas wystarczająco dużo i podziękowaliśmy. Teraz pogoda poprawiła się. Rozbiliśmy się nad mała rzeczką i pieczemy na ognisku kukurydzę zdobytą z pobliskiego pola jakiegoś bauera. Najpierw jednak musiałem iść do pobliskiej wioski po zapałki, bo nasze zamokły. Zapukałem do pierwszej lepszej chaty i zapytałem o "posiadanie ognia". Starsza kobieta zdrowo zdziwiła się widząc niecodziennego gościa. Miałem wrażenie, że ostatnim kto pukał do jej drzwi na tym odludziu był ruski sołdat.
Wcinając kolejną kolbę pieczonej kukurydzy, grzejąc się w przyjemnych płomieniach ogniska obliczam, że do tej pory jechaliśmy 28 stopami.